Fuck that. So sad.

Jestem żałosna. Siedzę i piszę. A właściwie próbuję napisać coś od jakiejś godziny. Bomba myśli, która wybucha i zamienia się w pył. Prawie nikt nie czyta tego bloga. Czego właściwie się boję? Chyba tylko tego, że pozostanę niezrozumiana. Jedno złe słowo i okaże się, że przesadziłam.

Nie ufam sobie, nie ufam swoim myślom, nie ufam wyobrażeniom,

Chcę spokoju. Stateczności. Chcę kłaść się z myślą, że mam się do kogo przytulić.

Nie chcę desperacji. Nie chcę odpowiadać, że nie mam na co narzekać. Że pięć lat razem to szczęście.

Bo jakie to szczęście, kiedy czuję się właśnie tak?

Patrzę na swoje stare zdjęcia, na stare filmiki. Są rzeczy, których się wstydzę. Widzę, że się zmieniłam. Ja lubię siebie. Czy Ty lubisz mnie?

Nie potrafię sobie wyobrazić życia bez Ciebie. A może inaczej. Potrafię, ale nie chcę. Tylko czy ze słusznych powódów?

Możesz jedynie płakać.

Najpierw jest Ci przykro. Skupiasz się na tej myśli o chwilę za długo, więc Twój nastrój się psuje. Potem Twój mózg bombardują myśli, o które wcale nie prosisz. Nakręcasz się, nie możesz odpuścić. Chcesz myśleć o czymś innym, ale jesteś zbyt przygnębiony. Czujesz narastające napięcie. Chcesz krzyczeć, chcesz coś rozwalić, chcesz się zemścić. Problem w tym, że nie masz żadnej władzy. Nie liczysz się. Nie możesz już nic zrobić.

Możesz jedynie płakać.